Drezdeneckie podziemia. Tajemnica, która powraca cz. 3

Drezdeneckie podziemia. Tajemnica, która powraca cz. 3

Im dłużej szukamy śladów drezdeneckich podziemi, tym częściej różne historie prowadzą nas w te same miejsca. Po Lwowskiej i podziemiach w rejonie Urzędu Miejskiego przyszedł czas na Plac Kościelny. Są relacje mieszkańców, były próby sprawdzenia przestrzeni przy wieży kościoła, a gdzieś w rejonie dawnej świątyni miało istnieć pomieszczenie zakończone dużymi, zamkniętymi drzwiami. Tym razem postanowiliśmy jednak pójść dalej – do archiwów.

Ślad prowadzi na Plac Kościelny

Jedna z historii, które dotarły do nas podczas zbierania materiałów, pochodzi od drezdeneckiego przedsiębiorcy. Opowiadał o pomieszczeniu znajdującym się w rejonie dawnego kościoła, naprzeciwko obecnej świątyni Przemienienia Pańskiego.

Według przekazanej nam historii wewnątrz znajdowały się miedziane elementy jakiejś instalacji, być może związanej z instalacją odgromową. Najbardziej interesujące było jednak to, co znajdowało się na końcu.

Żródło: polska-org.pl

Duże, zamknięte drzwi.

Co było za nimi – nie wiadomo.

Po latach nie jesteśmy już w stanie dokładnie odtworzyć wszystkich okoliczności tej historii. Nie chcemy również dopowiadać, czy przedsiębiorca widział to miejsce osobiście, czy przekazywał relację innej osoby. Traktujemy więc tę opowieść jako trop, a nie potwierdzony fakt.

Co ciekawe, niezależnie od tej historii kilka lat temu podejmowano próby sprawdzenia przestrzeni w rejonie wieży obecnego kościoła. Próbowano wykorzystać wykrywacz metalu, ale szybko pojawił się problem. W spoinach ceglanych murów znajdują się przewody elektryczne i elementy instalacji nagłośnieniowej, przez co urządzenie reagowało na samą konstrukcję.

Według relacji osób uczestniczących w tych próbach wykrywacz potrafił znaleźć metal w gruncie na głębokości około 45 centymetrów, ale przez ceglaną ścianę jego skuteczność spadała do około 15 centymetrów. Przy bardzo grubych murach niewiele można było więc w ten sposób ustalić.

Pojawił się pomysł wykorzystania kamery inspekcyjnej. Niewielki otwór pozwoliłby sprawdzić, czy za murem rzeczywiście znajduje się jakaś przestrzeń. Temat był podejmowany podobno za wiedzą kolejnych proboszczów, ale ostatecznie z dalszych działań zrezygnowano, między innymi ze względu na zabytkowy charakter budynku i możliwość ingerencji w jego konstrukcję.

I wtedy pojawiło się podstawowe pytanie: skoro nie możemy zajrzeć za mur, może odpowiedź znajduje się na starych planach?

Planów nie ma na miejscu. Są za to w archiwach

Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że na miejscu nie ma kompletnej historycznej dokumentacji technicznej pozwalającej dokładnie odtworzyć wszystkie fundamenty i przestrzenie kościoła.

Wśród osób interesujących się historią obiektu funkcjonuje nawet opowieść, że część niemieckiej dokumentacji mogła zostać ukryta lub zamurowana gdzieś w konstrukcji wieży. Na razie nie znaleźliśmy jednak żadnego dowodu, który by to potwierdzał.

Postanowiliśmy więc poszukać dokumentów w bardziej oczywistym miejscu – w archiwach.

I tutaj trafiliśmy na coś konkretnego.

W państwowym zasobie zachował się cały ciąg niemieckich akt zatytułowanych „Kirchenbauten zu Driesen”, dotyczących budownictwa kościelnego w dawnym Drezdenku. Szczególnie interesują nas teczki z lat 1897–1904, czyli okresu bezpośrednio związanego z budową obecnego kościoła.

Jedna z jednostek nosi wręcz nazwę „Budowa ewangelickiego kościoła w miejscowości Drezdenko / Driesen” i obejmuje lata 1900–1901.

Dokumenty nie są dostępne w internecie w postaci skanów. Dlatego zwróciliśmy się do Archiwum Państwowego w Poznaniu – Oddział w Pile z prośbą o sprawdzenie, czy zachowały się rzuty, przekroje, plany fundamentów, piwnic, wieży i innych przestrzeni znajdujących się poniżej poziomu gruntu.

To jednak nie wszystko. W Archiwum Państwowym w Gorzowie Wielkopolskim znajduje się kolejna interesująca jednostka: „Neubau einer Kirche zu Driesen 1893–1905”, czyli akta dotyczące budowy nowego kościoła w Driesen.

Poszliśmy jeszcze krok dalej.

Ponieważ przy projekcie obecnej świątyni pojawiają się nazwiska architektów Maxa Spitty i Karla Wildego, zwróciliśmy się również do Architekturmuseum Technische Universität Berlin. Szukamy tam oryginalnych rzutów, przekrojów i planów fundamentów.

Czekamy więc obecnie na odpowiedzi z Piły, Gorzowa i Berlina.

Jeżeli gdzieś zachował się kompletny projekt kościoła sprzed ponad 120 lat, będziemy mogli w końcu zestawić relacje mieszkańców z dokumentacją techniczną.

A co znajdowało się tutaj wcześniej?

To ważne również z innego powodu. Obecny kościół nie jest pierwszą świątynią stojącą w tym rejonie.

Plac Kościelny był zabudowany przez setki lat. Kolejne kościoły powstawały tutaj, były niszczone, odbudowywane i rozbierane. Bezpośredni poprzednik obecnej świątyni zniknął na początku XX wieku.

Oznacza to, że jeśli pod ziemią w rejonie placu rzeczywiście znajdują się nieznane konstrukcje, nie muszą pochodzić z okresu budowy obecnego kościoła. Mogą być pozostałościami wcześniejszej zabudowy, fundamentami, piwnicami albo elementami dawnej infrastruktury.

I tutaj historia zaczyna łączyć się z poprzednią częścią naszego cyklu.

W relacjach dotyczących podziemi Urzędu Miejskiego pojawia się bowiem informacja, że domniemane przejście miało prowadzić dalej – w kierunku dawnego gmachu sądu Królestwa Prus, czyli dzisiejszego starostwa, a następnie w stronę Placu Kościelnego.

Czy te miejsca rzeczywiście były połączone?

Na dzisiaj nie mamy podstaw, żeby tak twierdzić. Nie znaleźliśmy planu przedstawiającego taki tunel ani wyników badań potwierdzających jego przebieg.

Ale po raz kolejny różne historie prowadzą w ten sam fragment miasta.

Podczas przebudowy Placu Wileńskiego wykonywano głębokie wykopy. Według uzyskanej przez nas relacji najgłębszy miał około czterech metrów, ale znajdował się kilka metrów od hipotetycznego przebiegu przejścia. Sam fakt, że podczas remontu nie odkryto tunelu, nie potwierdza więc ani jego istnienia, ani jego braku.

„Tunnel” w niemieckiej gazecie

W trakcie zbierania materiałów pojawił się jeszcze jeden ciekawy ślad.

Jeden z mieszkańców analizujących dawne niemieckie źródła natrafił na wzmiankę z około 1906 roku, w której miała pojawić się informacja o budowie w Driesen obiektu określonego słowem „Tunnel”.

Według wstępnego odczytania budowa miała przypadać na lata 1906–1907, w 1908 roku miało dojść tam do wypadku, a kilka lat później obiekt miał zostać zlikwidowany.

Na razie podchodzimy do tego bardzo ostrożnie. Nie mamy jeszcze oryginalnego numeru gazety i pełnego kontekstu. „Tunnel” mógł oznaczać tunel, ale równie dobrze obiekt techniczny lub element infrastruktury niezwiązany z opowieściami o przejściach pod centrum.

Dopóki nie zobaczymy oryginalnego tekstu, pozostaje to kolejnym tropem do sprawdzenia.

Może nigdy nie było jednego tunelu?

Po trzech częściach naszego cyklu coraz bardziej prawdopodobna wydaje się jeszcze jedna możliwość.

Być może opowieści o „tunelach pod Drezdenkiem” nie dotyczą jednego wielkiego przejścia biegnącego pod całym centrum.

Pod miastem przez setki lat mogły powstawać różne konstrukcje: piwnice, fundamenty nieistniejących już budynków, obiekty techniczne i hydrotechniczne, krypty, podziemia budynków publicznych czy zamurowane pomieszczenia. Niewykluczone, że istniały również krótsze przejścia pomiędzy niektórymi obiektami.

Z czasem historie o nich mogły połączyć się w jedną miejską legendę.

Dlatego zamiast pytać wyłącznie: „czy pod Drezdenkiem istnieje tunel?”, być może powinniśmy zapytać:

„co tak naprawdę znajduje się pod Drezdenkiem?”

Odpowiedzi zaczynamy szukać już nie tylko we wspomnieniach mieszkańców, ale również w dokumentach.

Czekamy na materiały z archiwów. Jeśli dostaniemy oryginalne plany kościoła, pokażemy je i porównamy z tym, co wiemy dzisiaj.

Jeżeli niczego na nich nie będzie – również o tym napiszemy.

A jeśli będzie?

Wtedy wrócimy do tematu.

Jeszcze jeden zamurowany ślad

Na koniec zostawiamy jeszcze jedno miejsce, które pojawiło się podczas naszych poszukiwań – mauzoleum rodziny Stoltzów na cmentarzu w Drezdenku.

Żródło: opencaching.pl

Jeden z naszych znajomych, dziś już emeryt, wspomina, że jako młody człowiek razem z kolegami wchodził do podziemnej części mauzoleum. Według jego relacji znajdowała się tam przestrzeń grobowa z grobowcami.

Dzisiaj dawne wejście jest zamurowane. Po bokach obiektu nadal widoczne są cztery niewielkie kanały lub otwory.

W 2026 roku sami próbowaliśmy zajrzeć przez nie do wnętrza za pomocą kamery inspekcyjnej. Okazało się jednak, że również one na głębokości około 0,5 metra są zaślepione lub zamurowane. Na tym zakończyliśmy próbę – bez jakiejkolwiek ingerencji w zabytkową konstrukcję.

Ten wątek zostawiamy na później. Szukamy już dokumentacji mauzoleum i chcemy skonfrontować ją z relacją mieszkańca.

Mauzoleum Stoltzów będzie tematem osobnego materiału.

Na razie wracamy do Placu Kościelnego i czekamy na odpowiedzi z archiwów.

Bo w przypadku drezdeneckich podziemi wygląda na to, że każda odpowiedź przynosi kolejne pytanie.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*