Ptaki pod ochroną za Meprozetem

Ptaki. Towarzyszą nam zawsze, wszędzie. A jeśli nie, stwierdzamy, że czegoś nam brakuje. Czego? Właśnie ich obecności. Najpierw bojaźliwie, a potem już bardziej odważnie zaglądają w okna, gdy na dworze zimno, sypie śnieg czy straszna jesienna plucha. Sprawdzają czy i w tym roku pamiętamy o kawałku słoniny dla nich, kuli przysmaków, czy pełnym karmniku. Wystarczy się poruszyć, by odfrunęły spłoszone, ale po chwili znów są, przepychają się i dziobią nie tylko smakowitości, siebie też. Słuchamy ich śpiewu, przyglądamy się przelotom, walkom o okruchy, podziwiamy urodę i grację małych lub większych piękności. Są bohaterami bajek i baśni, występują w przysłowiach i powiedzeniach. Któż z nas nie wzruszał się śledząc z wypiekami na twarzy i żalem w sercu historię brzydkiego kaczątka Hansa Christiana Andersena, aż do momentu jej szczęśliwego zakończenia czy nie podziwiał mądrości starego czyżyka, który pouczał nie tylko młodego przedstawiciela swego gatunku, ale i kilka pokoleń Polaków w bajce Ignacego Krasickiego, że wolność jest ważniejsza niż życie. Walt Disney w swojej ponadczasowej opowieści o 101 dalmatyńczykach, co prawda czyni jej bohaterami psy, ale wypowiada zdanie, które i do skrzydlatej braci można z całą pewnością i przekonaniem odnieść : ludzie i psy upodabniają się do siebie. Ptaki mają też swych ludzkich odpowiedników. Ileż to razy widok skrzydlatego brata mniejszego kojarzy nam się z człowiekiem i odwrotnie? Nierzadko. Mamy na myśli, kruka, kukułkę, sójkę, bażanta, srokę, orła, łabędzia, czaplę,żurawia…

Bez tytułu

Jest miejsce, gdzie tych doznań i skojarzeń doświadczyć można częściej niż gdziekolwiek indziej. Kosin- Zychowo.

Kraina prawdziwie bajkowa, tu wszystko co ptasie, zdarzyć się może.

Gdzie leży?

Wystarczy rozłożyć mapę Polski, znaleźć na niej Poznań a potem Krzyż Wlkp., przekroczyć granicę dwóch województw, by tuż za miedzą, już w województwie lubuskim, odszukać maleńkie miasteczko leżące na skraju dwóch puszcz, drawskiej i noteckiej. Bo Drezdenko ma wszystko podwójne, nawet powiat w nazwie: strzelecko – drezdenecki. A kiedy jest się już w Drezdenku, za wielkim kamieniem stojącym nie wiedzieć czemu w miejscu, gdzie znakomicie zasłania widoczność- na skrzyżowaniu dróg- cztery kilometry dalej w kierunku Krzyża Wielkopolskiego napotkamy zieloną wśród zieleni tabliczkę informującą, że to już Kosin właśnie. Kosin = Zychowo, choć ta druga nazwa oficjalnie nie istnieje. Oczywiście dotrzeć tu można z różnych kierunków, nawet z nieba – coroczne zloty dwupłatowców – ale co w Kosinie sympatyczne, zawsze równie bezproblemowo, choć numery na domach niczego nie ułatwiają. Bo wieś powstała w stylu holenderskim, choć mieszkali w niej również Włosi, nie dość, że numery ma nie po kolei, to jeszcze ciągnie się na wiele kilometrów, nie ma tu głównej ulicy, nie ma tu lamp ulicznych, bo po co, nie ma cmentarza, choć był, nie ma kościoła, choć zachowały się jego zdjęcia , sklepu, jak wyżej, remizy, świetlicy, gdzie klub prasy i książki nie ma, tego wszystkiego nie ma, a jednak coś jest. Ptaki. I rozległa przestrzeń podmokłych łąk graniczących z polami a może odwrotnie.

Kosin. Zychowo. Pogranicze miasta i wsi, pogranicze dwóch puszcz – drawskiej i noteckiej. Ptasi raj, enklawa spokoju, ciszy,miejsce, które żyje swoim rytmem, jak Soplicowo w „Panu Tadeuszu”- w zgodzie z rytmem natury.

2

Można rzec, powtarzając za narodowym poetą „u nas dość głowę podnieść, ileż to widoków”. U nas też, mistrzu Adamie- nawet głowy podnosić nie trzeba – a jeszcze jakie dźwięki w nocy, zwłaszcza czerwcową porą, za dnia w środku lata, aż do późnej jesieni, jakież lądowania desantów żurawi, odgłosy ich klangoru i maestria wyłaniania się z mgłą zasnutej rzeczywistości, ileż świergotu drobiazgu ptasiego, uciekania na krzywych łysych nóżkach dzieci czajczych, spacerów bocianich i wierności łabędziej.

Tu majestatycznie płyną z szumem potężnych skrzydeł w nieogarniętej wzrokiem przestrzeni drapieżne ptaki, a wśród nich orlik; tu kuliki, o których powstają prace magisterskie, ptaki z krzywymi nienaturalnej (?) długości dziobami wychodzą nawet na drogi, tu rozgrywa się wojna powietrzna między czajkami a krukami rezydującymi w maleńkim lasku, czajki składają jajka –„ pisanki”( tylko cztery, wąskimi czubkami do siebie) na gołej ziemi, omija je potężny ciągnik orzący pole, ale nierzadko stają się łupem krukowatych, wśród których prym wiedzie, ale tylko liczebny, wszechobecny tu choć pod ochroną, gawron, kierowany rodzinnymi sentymentami wspomaga swego większego brata, kruka.

3

Przygląda im się z drutów energetycznych makolągwa, wypinająca dumnie czerwony brzuszek, a ze zwiniętego w baloty siana pachnącego natarczywie ziołami szary drobny ptaszek, mniejsza niż skowronek pokląskwa i gromada czupurnych wróbli. Zawieszone w powietrzu skowronki zagłuszają wszelkie dźwięki, chyba,że rozkracze się czarny jak kruk kruk, albo odezwą się poważnym basem żurawie. Pliszki różnych odcieni, ruszając zabawnie ogonkami komentują wszystkie wydarzenia, skaczą z bruzdy na bruzdę i spierają się, który brzuszek ładniejszy, szary czy cytrynowy.

4

Ptasi plotkarze, nic nie można zataić przed nimi, rywalizują w zdobywaniu nowości z wszędobylskimi wróblami. I jedne i drugie to szare eminencje ptasiej społeczności, trzeba mieć się przed nimi na baczności, bo wyniosą wszystko, niby sroki, które lubują się w świecidełkach, zaś czupurne wróble i pliszki jak szalone ruszające swymi ogonkami – antenami, czyhają na wiadomości z pierwszej ręki. Podobieństwo ludzkich charakterów?

5

Zadziwiające i wszechobecne. Są ludzie – sroki i ludzie – bażanty, ludzie – orły i ludzie – sójki, ludzie – kruki i ludzie – kukułki. Można mnożyć wyliczankę. W przysłowiach i powiedzeniach często obecne są odwołania do ptasich osobistości. Do zazul zwanych też gżegżółkami również… Kukułka żałując swych czynów wyrodnej matki, usiłuje namówić kolejne dziecko podrzucone rodzicom zastępczym do zabawy w chowanego, uparcie wykrzykując ku- ku, ku-ku, a mała niewierna wodniczka o urodzie borsuka, ale figurze kolibra, choć nie tak barwna, wyleciała właśnie z gniazda tuż nad trawami, by postarać się o kolejne maleńkie dziecko z równie maleńkim i niewiernym panem wodniczkiem.Spacer białą piaszczystą drogą oddzielającą Kosin zwany nieskromnie przez rodzinę Zychów Zychowem – od Drezdenka , to uczestnictwo w prawdziwym spektaklu.

6

Czegoż tu nie ma.

7

Oto właśnie dwa kruki i czajka zaczynają podchody. Stawką będzie życie małych, ale już ubranych w eleganckie czarne kamizelki czajczątek Przyglądają się temu żurawie, które trudno wyprowadzić z równowagi – niepokojone milcząc, rozpływają się w przestworzach.

8

Kilka machnięć wielkich skrzydeł i malkontent ptasi znajduje sobie spokojniejsze miejsce. A jest ich tu dostatek. Spektakl wzbogacają swymi występami występne dzikie gołębie, wspomagane przez hordy gawronów. Tych wszędzie pełno, jak wróbli czy pliszek różnego autoramentu.

9

Nagle niebo chmurzy się , po to by za chwilę błysnąć pełnym słońcem. To tylko skrzydła lotników, których setki błyszczą w jego promieniach, na moment znalazły się między niebem a ziemią.

10

Opadają na pole, by po chwili znów się unieść w powietrze i poszybować dalej, tylko po to ,żeby usiąść gdzieś niedaleko. Niezmordowane. Niestrudzone. Współpracują ze sobą, ptasi gang bierze udział w występach, których areną wielkie łąki i pola, a i widzowie się znajdą. Wbrew pozorom, to nie żyjące chwilą wyrzutki ptasiej społeczności. Gawrony są pod ochroną, choć ich tutaj tysiące. Potrafią zadziwić uporem, dążeniem do celu- choć ten bywa niecny – przebiegłością i zdecydowaniem. Oto jeden osobnik odrywa się od stada, które szalejąc zmienia co chwilę miejsce pobytu. Wypatrzył samotną czajkę pilnującą ukrytego w zagłębieniu ziemnym gniazda. Są w nim jajka, zielonkawe, by nie wyróżniać się w otoczeniu, matowe, by nie błyszczały w słońcu, w deseń trawiego źdźbła, by ją przypominać, tylko patrzeć, a wyklują się młode.

11

Ptasie pisanki tulą się do siebie, starając się zajmować jak najmniej miejsca, być niewidoczne. Gawron wypatrzył je jednak i pilnuje matki. Ona stara się skupić jego uwagę na sobie i niepostrzeżenie odciągnąć od nienarodzonych jeszcze dzieci. Podfruwa kokieteryjnie, prowokuje, zachęca. On dąży za nią, jednak w taki sposób,że jest coraz bliżej gniazda. Dojdzie do starcia, tak jak dochodzi do walki między gatunkami, tu na tej rozległej przestrzeni co chwilę, właściwie przez całą dobę, bo drapieżców polujących w nocy też nie brakuje- tylko olbrzymie oczy lśnią w ciemności. Czasem drobne resztki skorupek rozrzuconych po okolicy świadczą o tragedii , jaka rozegrała się onegdaj, nie tak dawno, przed chwilą. I pióra ptasie. Walka na śmierć i życie nie ustaje w przyrodzie, trwa wiecznie. Ale przyroda wie, co czyni i małe przychodzą jednak na świat, populacja gatunków zagrożonych mimo wszystko, tu na pograniczu kosińsko – drezdeneckim wzrasta, będzie wzrastać i tylko człowiek nie powinien przeszkadzać, niechby pozostał obserwatorem a nie uczestnikiem zdarzeń, wtedy „ nie będzie nas”, ale będzie dzika przyroda tętniąca życiem, żyjąca jego pełnią,bogata w dźwięki , obrazy, barwna , waleczna i swojska. Nasza. Tu i orlik ma swoje gniazdo. Do niedawna samotny, dziś już z towarzyszką życia szybuje w przestworzach, wzbijają się wysoko, wysoko w niebo, to ich kraina, nad nią sprawują pieczę , w przyszłości ” gdy mu dziób stary tak się w kabłąk skrzywi,że zamknięty na wieki, już gardła nie żywi” odda swą władzę młodym, następcom. Ot, zwyczajna kolej losu i ptasiego, i ludzkiego także

Danuta Zych

 

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*