Bandury odczytywanie Nowowiejskiego

Kotłownia Klub Ludzi Artystycznie Niewyżytych działający w ramach projektu Równać Szanse, wziął udział w pokazie premierowym widowiska zrealizowanego w 140. rocznicę urodzin Feliksa Nowowiejskiego na deskach Teatru im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wlkp. Reżyserem, autorem scenariusza i tancerzem jednocześnie był związany z Teatrem Kotłownia i tym samym z naszym projektem – Bartosz Bandura. O inspiracjach, procesie tworzenia oraz emocjach z Bartoszem Bandurą rozmawiała Eliza Kulak uczennica Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych i jedna z liderek projektu.

Eliza Kulak: Co nakłoniło Pana do wyreżyserowania spektaklu?

Bartosz Bandura: Dostałem propozycję, nie śmiałem jej odrzucić. Czułem się na siłach, temat był mi znany. Dość szybko zaczęły pojawiać się w mojej głowie konkretne rozwiązania, które stopniowo tworzyły ciekawą układankę. Lubię wyzwania, zatem stąd decyzja o reżyserii widowiska.

EK: Jak się zaczęła Pana przygoda z reżyserią?

BB: Szczerze mówiąc, jeszcze się nie rozpoczęła. To dopiero przedbiegi. Kilkakrotnie miałem okazję być asystentem reżysera, w niektórych przypadkach to ciekawe doświadczenie. Wiele się uczysz, obserwujesz, poszukujesz rozwiązań. To również napawa dystansem, którego nam często brak. Pozwala nam zauwazyć coś „z zewnątrz”. To nade interesujące mieć wpływ na widowisko pod kątem reżyserskim.

EK: Skąd pomysł na taki rodzaj widowiska? Coś w stylu skrytego marzenia?

BB: Nie mam żadnych skrytych marzeń, wszystkie są jawne. Interesuje mnie tego typu teatr. Eksperyment i doświadczanie to podstawowe wyznaczniki w każdej dziedzinie sztuki. Uwielbiam łączyć ruch, światła, dźwięk i słowo. Intermedia czyli coś, co jest pomiędzy, interesuje mnie najbardziej. To czyni świat niecodziennym. Stąd pomysł na taki rodzaj widowiska.

EK: Rozumiem, że kompozycje Feliksa Nowowiejskiego były inspiracją, tematem wywoławczym, ale konwencja muzyczna została złamana przez taniec i słowo. Dlaczego takie pomieszanie konwencji scenicznych?

BB: Jak wspomniałem, konwencja sceniczna jest płynna. To rodzaj poszukiwania, które jest o wiele ciekawsze niż osiągnięty cel. Dziś nikt nie słucha Nowowiejskiego, rzadko jest grywany w filharmoniach. Jestem pewien, że wielu zna tylko Chopina, a już niewielu wie kim był Paderewski. Co dopiero Nowowiejski. Jego zapisy nutowe były punktem zapalnym do działania. Inspirowały, by pokazać problem. Jaki? W dobie dzisiejszego pędu tylko zdawkowa, wręcz obrazowa informacja jest w stanie chwilowo zainteresować. Przewijamy palcami wiadomości w naszych telefonach i tabletach, skupiając się na wybranych obrazach czy ciekawych wpisach. To dziwny świat. Nasz też jest dziwny. Epoka, w której żył i tworzył Nowowiejski, ukazuje się w naszym widowisku jako zmurszała, nie mająca siły przebicia, śmiem powiedzieć – martwa. Wchodzi nowe, wchodzi świeże. Co jest pomiędzy? Szukamy.

EK: Skąd pan zaczerpnął inspiracje do spektaklu?

BB: Inspiracja to zazwyczaj chwila. Dużo brałem z nas czyli wykonawców. Staram się poznawać ludzi, by móc ich poczuć i poznać. To oni tworzą widowisko, w nich jest moc. Ukazujemy ich wnętrza. Człowiek jest największą inspiracją. Wiele inspiracji podrzucała mi również Natalia Kołodziej, odpowiedzialna za scenografię i światła. Obraz jest ogromnym źródłem ideowym.

EK: Ile czasu zajęło Panu pisanie scenariusza i z jakim elementem miał Pan trudność o ile takowa była? I jeszcze jedno, ile trwała praca nad całym przedsięwzięciem, w sensie reżysersko-choreograficznym?

BB: Baza scenariusza była gotowa w kilka dni. Trudności miałem z utworami pisanymi jak poezja Mickiewicza czy Quo Vadis Sienkiewicza, do których bezpośrednio tworzył Nowowiejski. Mało czasu spowodowało, że praca musiała nabrać intensywnego tempa. Pierwszy etap to opracowanie aranżacji utworów do widowiska wraz z muzykami. Następnie praca w studio tanecznym nad ruchem i sekwencjami. Ostatni etap to wspólna praca na scenie wraz z aktorami odpowiedzialnymi za słowo mówione. Całość zamknęliśmy w około 3 tygodnie.

EK: W jakim momencie życia codziennego najlepiej się Panu myślało czy też pisało?

BB: Myślałem o tym dniami i nocami. Często jakaś myśl pojawia się nagle, trzeba umieć ją odczytać. Moje życie codzienne to sztuka, staram się tego nie oddzielać od reszty.

EK: Jakie emocje towarzyszyły Panu na premierze? Jakiej reakcji spodziewał się Pan?

BB: Żywy widz jest moim odbiorcą i ciekawi mnie, jak odbierze to, co proponuję. Jestem zazwyczaj spokojny i pewny siebie, więc nie mam problemu ze stresowaniem się przy premierze czy każdym innym widowisku. Wiem, co chcę zrobić, co przekazać i to mnie uspokaja. Zawsze jestem podekscytowany, będąc już na scenie.

zdjęcia: Daniel Adamski

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*